lipiec 3rd, 2008 przez GefallenEngel
Tak po prostu, jak kazdego dnia zaczelo sie od klotni… Klocimy sie juz praktycznie o wszytsko, nawet o to ze ktores, do ktoregos sie przytuli. On patrzy na mnie tymi swoimi cudownymi, zielonymi oczami i nie mowi nic, potem krzyczy albo chce wyjsc,a ja stoje i mimo, iz chce powiedziec i zrobic tyle rzeczy, nie umiem go nawet przytulic… . On krzyczy, ja placze, on milknie ja wychodze i tak jak wczoraj chodze bez sensu po ulicy czy parku. Strach, ktory siedzi we mnie niszczy wszystko, a najwiecej mnie sama. Sprawia, ze ranie ludzi, jestem zlosliwa, cyniczna i wyrachowana, sprawia, ze staje sie potworem, zaczynam sie nienawidzic z dnia na dzien. On jest inny, juz nie zaprzecza, juz nie walczy… . Leze obok niego kazdej nocy i nie wiem dlaczego wszystko niszcze. Nie umiem zaufac, a moze po prostu nie umiem kochac? Moze jedno i drugie. Nie moge jesc, na sama mysl o tak prostej czynnosci dostaje mdlosci. Wszyscy mowia, ze to nie takie trudne, ze musze po prostu chciec i uwierzyc w siebie sama. Nawet on, a na koniec powtarza zawsze ,,Kocham Cie” … .

